Prawidłowe odżywianie jest w zasadzie najważniejszą kwestią, jeśli chodzi o zdrowie dziecka. Teorii prawidłowego i zdrowego żywienia jest dziś tyle, co diet i każdy może mieć swoją. Ja też ją mam i wydaje się rzeczą najistotniejszą ze teoria zamieniła się z praktykę. Praktyka zaś pokazała, że to, co przeczytacie działa, w 100%, że wszystko jest możliwe i warto czasem zmienić nawyki żywieniowe.


Zanim napisze konkretnie o żywieniu dzieci, kobiet w ciąży i matek karmiących kilka słów o stanie żywienia dzisiaj.

Miałam okazję usłyszeć od lekarza pediatry pewne zdanie, które mówi samo za siebie:, że nasze dzieci nie robią nic innego – tylko jedzą. I to jest prawda. Nie ma idącego po ulicy dziecka, które by czegoś nie jadło. Mamy taką obfitość pożywienia i tak bardzo ładne, pulchne ciałka są wyznacznikiem zdrowia dziecka, że zapominamy o tym, że organizm potrzebuje przerwy w jedzeniu i trawieniu. Chociażby po to by przyswoić to, co strawił. Niby mamy kult szczupłego ciała, ale zaczyna się on w wieku nastu lat. Dzieci za to mają być okrągłe i pyzate- wtedy jest dobrze. Niestety nie jest dobrze.

Pomijam fakt, że nasza żywność jest coraz gorsza, pełna konserwantów, barwników, a z 2 kg szynki wychodzi 4kg. Wiemy o tym wszyscy i…. na wiedzy się kończy. Najgorszą rzeczą jest chyba to, że pakujemy w siebie i nasze dzieci ogromne ilości słodyczy. Osobiście znam 3latka, który zjada dziennie taką ilość słodyczy, że nie może się normalnie wypróżnić. Ma takie zatwardzenia, że każda najmniejsza próba wypróżnienia to wielki ból i płacz. Kończy się na lewatywach i tabletkach. Dziecko już ma kłopoty w poruszaniem się, ale wciąż je. A najwięcej słodyczy.

Co więc jeść? Tyle jest teorii, tyle sposobów, a najbardziej przypada nam do gustu ten, który znamy z domu, albo ten, którego nie znamy- na zasadzie odwrotności. Czyli albo gotujemy jak mama i babcia, albo na złość mamie i babci robimy po swojemu.


Jeśli chodzi o mnie i o to, co polecam, to rzecz można ująć tak: lubię gotować „po chińsku”. Fachowo nazywa się to odżywieniem wg Pięciu Przemian. Nie interesuję Cię to? Nie czytaj dalej, bo szkoda czasu. Pomyślisz może, że znowu jakieś wymysły? Nie czytaj dalej. Albo, że to trudne, bo tu jest Polska, a nie Chiny. Nie czytaj dalej.

Moim zamiarem jest podzielenie się wiedzą i doświadczeniem. Kto z niej skorzysta, tym lepiej dla niego. A kto nie skorzysta, trudno. Chcę pokazać teorię 5 Przemian jako coś łatwego, niekłopotliwego. Coś, co robi się szybko i daje bardzo wymierne efekty. Nie będę tu omawiać całej teorii jang i i jin, co się skąd bierze i dlaczego. Interesuje mnie pokazanie praktycznych sposobów na zdrowie. Kto będzie chciał to poczyta literaturę na ten temat zamieszczoną na końcu tego artykułu.

Koncentruję się na kobietach w ciąży, małych dzieciach, kobietach karmiących i matkach w ogóle. Nie znaczy to, że taki sposób żywienia nie działa na nastolatka, czy dorosłego człowieka. Działa i każdemu się przyda, bez względu na wiek.


Otóż zacznijmy od głównych wytycznych, czego NIE NALEŻY jeść:

-kanapek na śniadanie

-mleka i jego przetworów

-słodyczy

-owoców egzotycznych

I zaraz podniesie się chór głosów, że to jakieś bzdury. Jemy to od lat i jakoś żyjemy. To prawda, tylko, co to za życie- szczególnie dla dziecka. Jeśli bardzo Cię zdenerwowałam to nie czytaj dalej. Twoje zdrowie jest najważniejsze.


Cztery powyższe hasła wynikają z kilku podstawowych zasad:

  1. jedzmy to, co rośnie w naszym klimacie. Przykro mi, ale pomarańcze, banany, grejpfruty, kiwi u nas nie rosną. Nie jesteśmy, więc przygotowani do jedzenia tego ( wiem, brzmi to głupio).

  2. Słodycze szkodzą i wiemy o tym wszyscy a nikt się nie przejmuje.

  3. mleka nie możemy strawić, bo nie mamy potrzebnych do tego enzymów. Jest to jeden z największych alergenów (choć telewizja mówi coś innego).

  4. mieszkamy w klimacie umiarkowanym, więc utrzymujmy wewnętrzną ciepłotę ciała, a nie będziemy chorować ( wiem, niewiele osób to rozumie)

  5. jedz zgodnie z porą roku ( tylko co to znaczy?)


No i jak wszystko wytłumaczyć? Zacznijmy od utrzymania odpowiedniej ciepłoty ciała. Otóż, wszyscy mamy temperaturę 36,6 i nie o to tu chodzi. Chodzi o stan narządów trawiennych oraz łatwość i lekkość trawienia. Nie lubisz się przemęczać w życiu? No widzisz, a swojemu żołądkowi każesz. Wszystkie pokarmy zimne – czyli przede wszystkim te wyjęte z lodówki i wszystko co surowe, to wielka praca dla żołądka. Musi on najpierw „ocieplić” pokarm, zanim zabierze się do trawienia. Pobiera, więc energię z innych narządów a te zaś stają się „leniwe” i gorzej pracują. I masz na przykład zaparcia. Nic dziwnego. Jesz wszystko na surowo? Niby to takie zdrowe, a jednak powiem Ci, że Twój organizm musi się zdrowo namęczyć żeby to przetrawić. Nie wierzysz? Jedz przez dwa tygodnie wszystko gotowane a zobaczysz różnicę.

Wniosek: w naszym klimacie potrzebujemy ciepłych posiłków. Ciepłych, czyli gotowanych. Nawet jarzyny można dać do parowaru i już mamy łatwe do strawienia, czyli ciepłe. I tu zapytasz, co z witaminami. Zapewniam Cię, że z surowych i ciężkostrawnych warzyw organizm przyswaja niewiele witamin. Bez względu na to, co mówią eksperci i dietetycy. Lepsze blanszowane i ugotowane z mniejszą ilością witamin, ale za to wykorzystywane w pełni przez organizm.


Co jeszcze utrzymuje ciepłotę ciała? Zupy. Dziś, w dobie Fast fordów niedoceniane i zapomniane. Ale zupy są najważniejsze w zdrowiu i chorobie. Gotowane na mięsie z dużą ilością warzyw. Jadane przynajmniej raz dziennie, utrzymują organizm w zdrowiu. Tak gotowały nasze prababki i to było dobre. Zupy szczególnie polecane dla matek, przyszłych matek i dzieci. Na każdą porę roku, a przede wszystkim na zimę. Kiedy na zewnątrz jest zimno, musimy szczególnie dbać o ciepłotę ciała, a żadna choroba się nie przypląta. Znacie na pewno to uczucie, gdy w zimie wchodzicie do domu i jecie gorący rosół. Od razu krew szybciej krąży, od razu nabieracie energii. Żołądek się nie wysila, wszystkie organy dostają pokarm.

Dlaczego nie kanapki na śniadanie? Bo są zimne, surowe i wymagają od naszego organizmu wielkiej pracy by je strawić. Wiem, że są dobre, wiem, że najszybciej się je robi, sama uwielbiam chleb. Ale nie rano, kiedy wszystko musi obudzić się do pracy i potrzebuje zastrzyku energii a nie pozbycia się jej. Co więc w zamian? Zupa mleczna? Lepiej nie. Mleka nie trawimy i koniec. Chyba, że ktoś chce być chory na starość to bardzo proszę. Mleko z płatkami śniadaniowymi? Że to niby pełne zboża, błonnika etc. Bzdura. Pełne to one są, ale cukru i chemii. No, więc z końcu, co? Gotowane na wodzie z miodem zboża typu kasze gryczana, płatki owsiane, proso. Dodawać można wszelkiego rodzaju pestki, czyli migdały, orzechy. Do tego suszone owoce. Po pierwsze mamy gotowane i otrzymujemy energię, po drugie na długi czas mamy spokój i głód czujemy dopiero za 5-6 godzin, bo zboże na długo daje energię. Po trzecie i najważniejsze otrzymujemy naturalny cukier, który daje energię i zabija chęć jedzenia słodyczy. Myślisz, że to trudne? Wcale nie. Ugotować można więcej takich śniadań, trzymać w lodówce. Rano wystarczy wziąć z lodówki tyle ile zjemy, wrzucić do gotującej się wody, kilka minut dusić i już. Czy wiesz, że dając dziecku kanapki przed wyjściem do szkoły sprawiasz, że jego mózg pracuje na zwolnionych obrotach? Nie wiesz, bo on Ci tego powie.

A co to znaczy jeść zgodnie z porą roku? Znaczy to tyle, że zimą, wiosną i jesienią jedzmy gotowane i ciepłe posiłki a latem chłodniejsze, czyli więcej surowego. Najlepszym wyjściem w lecie jest jadanie ciepłych śniadań a potem to już można jeść te surowe marchewki. Zimą zaś jeszcze wszystko na ciepło i żadnej surowizny.

No i co z tymi owocami egzotycznymi? Z nimi sprawa jest prosta. Nie rosną w naszym klimacie. Aby do nas dojechały zbierane są zielone i w kontenerach pryskane, aby dojrzały. Czyli po pierwsze do sama chemia. Po drugie jedzenie ich wynika z zasady:

na zewnątrz gorąco – jedz to co chłodne, by utrzymać równowagę wewnątrz organizmu

na zewnątrz zimno – jedz to co ciepłe, by utrzymać równowagę wewnątrz organizmu

Nie bez kozery owoce egzotyczne rosną tam gdzie rosną. Ich zadaniem jest ochładzać narządy wewnętrzne ze względu na panujące upały na dworze. U nas upały są tylko w lecie, więc jeśli jeść egzotykę to tylko w lecie. Jak widzę te biedne zakatarzone dzieci jedzące pomarańcze w zimie ( bo to przecież witaminki), to się serce kraje. Jakbyś mu mamo dała rosołu, to szybciej by wyzdrowiał- bez witaminek.


No to teraz wytyczne dla konkretnych grup:


KOBIETY: potrzebują więcej ciepła wewnętrznego niż mężczyźni.

-jedz ciepłe śniadanie

-jedz zupy zamiast surówek ( własnie dla utrzymania linii)

Okazuje się, że Panie, które walczą z nadwagą, walczą z wiatrakami. A to efekt jo-jo, a to brak efektów, a to odmawianie sobie jedzenia, głodówka, środki przeczyszczające etc. Efekt zwykle marny lub okupiony wielkim cierpieniem. A po co? Przecież można inaczej. Ciepłe, gotowane posiłki eliminują chęć na słodycze. Przestajemy podjadać, nie chodzimy głodne. Organizm z naturalny sposób spala tkankę tłuszczową i nawet nie zauważamy tego jak waga spada. Nie wierzycie? Spróbujcie. Sama doświadczyłam.


MĘŻCZYŹNI: wymagają mniej ciepła wewnętrznego niż kobiety.

-jedz ciepłe śniadanie

-jedz więcej surówek zamiast mięsa

-piwo ochładza, więc dobre tylko na lato

Z facetami to jest tak, że dosyć długo się trzymają w zdrowiu. O ile kobiety utyskują, częściej się leczą, coś je boli, o tyle facet długo, długo nic. Aż tu nagle…. szpital, lekarz i koniec. Dlaczego? Z natury rzeczy mężczyźni mają więcej ciepła wewnętrznego, które pozwala im dłużej funkcjonować w zdrowiu. Organizmy mają inne i dlatego picie piwa i jedzenie mięcha długo im nie szkodzi. Wszystko jednak kiedyś się kończy i tak jak bateria…… wyczerpuje się. No, więc jak facetowi siądą baterie to zwykle nie ma już, co podładować. Niby się staramy, ale jest jeszcze gorzej. Organizm wyczerpany i tyle. Więc warto wiedzieć, że piwo mocno ochładza organy wewnętrzne i zimą lepiej sobie darować. Cukier ochładza i lepiej go unikać. Mięso zaś odwrotnie- daje ciepło organom. A mężczyźni już i tak go mają dużo. Warto, więc zmniejszyć ilości mięsa na rzecz surówek, kiedy jest się jeszcze zdrowym.


KOBIETY W CIĄŻY: jedz tak jak chciałabyś by jadło Twoje dziecko


- unikaj mleka i jego przetworów. Nie będziesz miała z tego wapnia, wbrew pozorom, a tylko alergiczne dziecko. Mleko jest najlepsze w Twojej piersi i tylko tyle. Mleko, jakie znajdujemy w sklepach, to w zasadzie już nie mleko, ale coś barwione na biało, pasteryzowane, a wzbogacane czymś, co kiedyś było wapniem a teraz tylko tak się nazywa. Nie daj Boże, gdy jeszcze dbasz linię i pijesz mleko 0,1% tłuszczu. Totalna porażka i nieporozumienie. Tłuszcz jest konieczny dla naszego organizmu, bo wtedy właśnie przyswaja się wapń. Chcesz pić mleko? Pij takie prosto od krowy- dojonej ręcznie (krowom dojonym maszynowo podaje się antybiotyki w celu uniknięcia zapalenia wymienia), jeszcze ciepłe, pełnotłuste, z odrobiną masła i czosnku. Wtedy masz pewność, że przyswoisz wapń. Albo przestaw się na mleko kozie. Fuuuuj, nie dobre? Wcale nie. Jest inne w smaku i naprawdę można się do niego przyzwyczaić. Spróbuj.


-nie pij w zimie zielonej herbaty, soków z kartonu. Zielona herbata jest wybitnie wychładzająca, a Ty i Twoje dziecko potrzebujecie energii. Pij ją tylko w lecie, w czasu dużych upałów. Wtedy wręcz jest wskazana. Soki z kartonu są generalnie mało zdrowe, bo to zwykle cukier i koncentrat czegoś, co ma być sokiem owocowym. Lepiej sobie wycisnąć soki z owoców i wypić od ręki, ale w większych ilościach tylko w lecie. Zimą lepiej unikać chyba, że chcesz mieć alergiczne i wiecznie przeziębione dziecko.


-jedz owoce rodzime. Czyli to, co rośnie w Polsce. Jedz bez ograniczeń np. jabłka, truskawki polskie ( a nie hiszpańskie – takie duuużże i takie czeeerrrwone), gruszki, wiśnie, czereśnie. Jedz w tej porze roku, w której jest ich pod dostatkiem, czyli latem.


-zapomnij o kanapkach na śniadanie. Ty zapomnisz o kanapkach, a nadwaga zapomni o Tobie. Jedząc gotowane zboże na śniadanie z owocami suszonymi i orzechami, łyżeczką miodu. Dostarczasz energii swojemu dziecku, wszystkich składników potrzebnych do prawidłowego rozwoju, unikasz zaparć, zatrzymania wody, wypadania włosów, psucia się zębów nie przytyjesz ponad miarę


-biały cukier nie tylko krzepi, ale też powoduje liczne choroby. Kochasz swoje dziecko? Chcesz dać mu to, co najlepsze, to przestań go uczyć smaku sztucznego cukru. Masz chęć na cukier? Zjedz rodzynki, suszone owoce. Wyjdzie na to samo, a o ile zdrowiej.


-jedz zupy codziennie. Nie masz pojęcia ile dają zupy takiemu małemu człowiekowi, który w Tobie się rozwija. Daje mu energie i można wręcz powiedzieć buduje jego odporność. Na mięsie, z jarzynami, długo gotowany rosół to brak chorób, alergii i problemów zdrowotnych. Nie wierzysz? Lepiej uwierz, bo masz tylko 9 miesięcy na stworzenie nowego człowieka. Co Ci szkodzi spróbować? Szczególnie jest to ważne, gdy rodzisz w zimie. Pamiętaj, poród to wysiłek dla Was obojga. Potrzebujecie, zatem dużo energii, na sam moment porodu, jak i na regenerację i odbudowę sił po nim. Twoje dziecko potrzebuje dużej odporności szczególnie, gdy pozwolisz w 6 tygodniu jego życia zaszczepić go na wszystkie możliwe choroby ( tak, tak- teraz jest taka szczepionka). Nie wiesz jak zupy mogą pomóc Twojemu dziecku? Przekonaj się.


KOBIETY PO PORODZIE: chcesz wrócić szybko do formy


-jedz ciepłe śniadania ze zbóż, a odbudujesz energię po wysiłku, jakim jest poród


- jedz zupy, a nie będą Ci wypadały włosy. Tu sprawa jest ciekawa, bo okazuje się, że chodzi tu o nerki. W Chinach uważa się, że trzeba po porodzie odbudować chi nerek. To ono odpowiedzialne jest za energię życiową a także za włosy. Dziwne? Wiem, że te kobiety, które jadły gotowane zboża na śniadania i zupy nie miały kłopotów z wypadającymi włosami. W polskich szpitalach podaje się coś, co pretenduje do miana zupy mlecznej. Do tego zwykle sucha bułka. Pomijam tu fakt kilku złotych na codzienny posiłek dla kobiet o porodzie, jaki przeznacza się w szpitalach. Jak jest wszyscy wiemy. Ale skoro wiemy, to możemy jakoś się na to przygotować. Proś mamę o nagotowanie rosołu i już kilka godzin po porodzie jedz smaczny rosół. Wszyscy dziwnie patrzą, ale co tam. Ważne, że Ty szybko czujesz przypływ sił, a Twoje dziecko otrzymało wraz z Twoim mlekiem energię. Pamiętaj, nikt nie może Cię zmusić do szpitalnego jedzenia.


-jedz gotowane posiłki a szybko wrócisz do swojej wagi, bez względu na fakt ile przytyłaś


KOBIETY KARMIĄCE: już teraz naucz dziecko odpowiednich smaków

-jedz ciepłe śniadania, a unikniesz stresów tzw. małokalorycznym pokarmem


-jedz zupy, by budować odporność dziecka i dawać mu energię


-unikaj słodyczy. Nie przyzwyczajaj dziecka do smaku sztucznego cukru, a unikniesz kłopotów. Pamiętaj, że to, co jesz Ty, je też Twoje dziecko.


-nie jedz smażonego. Kochasz swoje dziecko? To, czemu jesz takie pyszne schabowe? Chyba po to by dziecko miało kolki a Ty nie przespane noce. Zastanów się dobrze. Twoje dziecko dopiero rozwija wszystkie narządy, nie trawi wszystkiego, co Ty. Więc unikaj smażonych, tłustych i pikantnych potraw. Po co Ci ten problem? Lepiej jeść wszystko gotowane, z niewielką ilością soli. Nie ograniczaj sobie menu, tylko po prostu inaczej przyrządzaj. Mówisz, ze nie masz siły, że to kłopot. Ale na noszenie po nocach na rękach, na ciepłe okłady na brzuszek to masz siłę, tak? Przecież kochasz swoje dziecko, tak?


- nie pij mleka. Odpuść sobie. Do znudzenia będę powtarzać, że od mleka w kartonie Tobie nie przybędzie mleka w piersiach. To, że nazywa się tak samo nie znaczy, że jest tym samym. Ile razy mam mówić, że mleko to największy alergen a telewizja kłamie?? Pomyśl o tym.

-w lecie jedz więcej surowego niż w zimie, ale z zimie nie jedz go wcale


MATKI Z MAŁYMI DZIEĆMI: nadal wszystko zależy od Ciebie


-nie przyzwyczajaj dziecka do cukru. Po co pokazujesz mu słodycze? Bo ono takie kochane? Kiedyś Ci podziękuje, za to, że teraz musi się odchudzać, że się dzieci z niego/niej śmieją, że nie jest tak sprawny/a na WF-ie jak inne dzieci. I po co Ci to? Jemu naprawdę nic się nie stanie jak nie pozna smaku słodyczy. Oczywiście, że prędzej czy później sam/a je odkryje, ale chyba lepiej, jeśli poźniej, prawda?


-podawaj gotowane zboża na śniadanie zamiast kanapek. Teraz jest Ci łatwiej, bo dziecko je to, co Ty mu dajesz. Naucz go jedzenia ciepłego śniadania a zapewnisz mu zdrowie i prawidłowy rozwój. Potem będzie trudniej go oduczyć i przestawić na coś nowego.


-nie dawaj owoców egzotycznych w zimie. One nie mają witamin. Witaminy biorą się od Słońca, a te wszystkie piękne pomarańcze, mandarynki, banany zostały zerwane, kiedy były zielone. Potem pryskane, aby dojrzały w kontenerach. Nie daj się ogłupić. Owoce w zimie wychładzają organizm. Pamiętaj o zasadzie: im zimniej na zewnątrz tym cieplej musi być w środku organizmu.

-nie dokarmiaj chrupkami, preclami, skórkami chleba. Po co? Bo mu zęby rosną? Daj mu gryzaczek, a nie pakuj wypychaczy.


-nie dawaj lodów. I tu krzyk się podniesie, że jak to? A po co? Lody to mleko i cukier. Czyli nic dobrego. Masz jeszcze władzę i panujesz nad tym, co je Twoje dziecko. To korzystaj z niej mądrze. Lodów i tak się jeszcze naje.


-jogurty i serki i wszelkie inne „dobroci” mające podnieść odporność i zapewnić zdrowe kości ( nazw nie podaję, bo wiemy, o co chodzi). NIE, NIE, NIE. Zapomnij o tym i nie daj się ogłupić. Wszystkie te specyfiki to bujda na resorach i tyle. Wszystko to po pierwsze i najważniejsze zawiera cukier. A cukier jak wiadomo…… powtarzać nie będę. Po drugie owoców w nich jak na lekarstwo, a smak super. Czyli wiadomo, że barwione sztucznie i smak sztuczny dodany. Po trzecie na mleku, czyli… jak wyżej pisałam. Po czwarte zawartość „przyjaznych” bakterii to mit i tyle. One nie są w stanie przetrwać w żołądku i zasiedlić jelit, bo zabija je cukier, który mamy w takim jogurciku. Po piąte wreszcie. Nie mamy aż tak gorącego klimatu by jeść jogurty. To Arabowie jedzą kefiry, jogury by ochłodzić organy wewnętrzne, bo na zewnątrz panuje upał. Naprawdę twoje dziecko musi zachorować żebyś przestała go karmić nabiałem?


No i teraz zadacie mi pytanie takie: jak to, mleka nie pić, cukru nie jeść, owoców unikać, surowego nie podawać etc. To nie jest życia, to droga przez mękę. Otóż, nieprawda. Jeszcze nikomu nie zaszkodziła, szklanka mleka, gałka lodów, serek, jogurt, surowa marchew, pomarańcza w zimie, cola, chipsy i cukierek. Ale przecież o podstawy. Jeśli nauczymy dziecko jeść w sposób pokazany wyżej, to zjedzone OD CZASU DO CZASU coś, czego powinno się unikać nie obniży odporności, nie wywoła alergii. Organizm sobie poradzi. Przecież nie każdy wirus wywołuje chorobę i tak samo szklanka mleka. Chodzi o to by nie przyzwyczajać dziecka do produktów, które wybitnie mu nie służą.


Kto chce więcej informacji na ten temat odsyłam do książek:

Barbara Temelie „Odżywienia wg Pięciu Przemian”

„ Gotowanie wg Pięciu Przemian”

„Odżywienie wg Pięciu Przemian dla matki i dziecka” Wszystkie pozycje z Wydawnictwa Czerwony Słoń


Naturalna Ciąża © 2008 | Powered by e-promocja |
Cennik | Atesty | Produkty | Zamówienia | Newsletter | Kontakt | Przed poczęciem | Kłopoty z zajściem | W ciąży | Po porodzie | Odżywianie | Szczepienia | Antybiotyki | Artykuły | Noni | Kuracje | Cennik |